Image

Rozwój? Ale po co?

Rozwój? Ale po co?

Styczeń – Masz plan.
W końcu ogarniesz stronę. Zrobisz porządek z ofertą. Wejdziesz w nowe kanały sprzedaży. Może nawet odpalisz coś z AI.

Luty.
Jeszcze pamiętasz, że coś miałeś zrobić… ale wpadło trochę więcej roboty.

Marzec.
Biegasz po magazynie i szukasz taśmy do pakowania, bo ktoś znowu nie zamówił.

I w tym momencie rozwój przegrywa. Nie dlatego, że nie masz pomysłów. Nie dlatego, że Ci się nie chce. Tylko dlatego, że bieżączka zawsze wygrywa.

Brutalna prawda o rozwoju

W większości firm rozwój… nie istnieje. Owszem, są pomysły i ambitne plany. Czasem nawet jest motywacja. Ale nie ma jednego: czasu i odpowiedzialności.

Rozwój jest dodatkiem. A dodatki w biznesie zawsze przegrywają z tym, co „trzeba zrobić na już”.

Do tego dochodzi rynek:

  • trenerzy
  • doradcy
  • kursy
  • webinary

Na każdym kroku ktoś próbuje Ci sprzedać złotą receptę na wszystkie problemy, ale zwykle jest to kolejna „dobra rada”, a Ty dalej biegasz w kółko i nie masz kiedy taczki załadować. W pewnym momencie żygasz już tymi dobrymi pomysłami, bo co Ci po nich skoro nikt tego nie wdraża?

Byłem tam. I przegrałem nie raz.

Przez lata pracowałem jako manager w e-commerce. I powiem Ci jedno: rozwój najczęściej przegrywał z rzeczywistością. Pamiętam moment, kiedy zaczęliśmy mocno skalować sprzedaż laptopów. Na papierze wszystko wyglądało świetnie., a w praktyce? Pompowana marketingiem sprzedaż trzykrotnie przekraczała możliwości przerobowe firmy, a my tylko słyszeliśmy, że pracujemy za wolno!

Trzykrotne przeciążenie. I zaczęła się lawina:

  • dostawy przyjeżdżają, nie ma gdzie ich rozpakować
  • ktoś musi wystawić aukcje
  • ktoś musi sprawdzić sprzęt
  • ktoś musi ogarnąć zwroty
  • ktoś musi odbierać telefony od wkurzonych klientów

Każdy czegoś chce. Każde zadanie jest „najważniejsze”. A rzeczywistość wygląda tak: rzuć wszystko i rób

Nie ma procesu, struktury i czasu. Jest za to chaos.

W którym momencie umiera rozwój?

W tym, w którym przestajesz mieć przestrzeń, żeby myśleć. Miałem moment, w którym powiedziałem wprost:

jeśli będziemy tak pracować, rozwój stanie się fikcją

I dokładnie to się stało.

Próba ratunku (czyli teoria vs rzeczywistość)

Zaczęliśmy wprowadzać procedury, porządkować procesy i układać obowiązki. Jednym słowem – planować. Na początku – pełna zgoda, każdy przytakuje, każdy „widzi sens”.

A potem mijają dwa miesiące… I wracamy do punktu wyjścia. Bo:

  • „to za trudne”
  • „to za dużo roboty”
  • „tak się nie da pracować”

Procedury leżą, wygrywają przyzwyczajenia. Problemem w takiej sytuacji nie okazał się brak wiedzy czy przygotowania. Problemem był brak dyscypliny.

Pracownicy, czyli temat, którego nikt nie chce ruszać

Delegujesz zadania rozwojowe, ale zamiast entuzjazmu słyszysz:

  • „chciałbym, ale nie wiem czy potrafię”
  • „spróbuję” (czytaj: nie zrobię)
  • „czy Ty wiesz ile mieliśmy zamówień?”
  • „szef/manager/kierownik dowalił mi roboty”

Czyli jednym słowem wymówki, ludzie patrzą na Ciebie, a Ty widzisz to tlące się przerażenie i chęć szybkiej ucieczki. I to nie jest tak, że ludzie są źli, beznadziejni, że w ogóle teraz to te pokolenie, które nie nadaje się do niczego. No nie. Po prostu rozwój:

  • wymaga wysiłku
  • wyciąga ze strefy komfortu
  • nie daje natychmiastowej nagrody

Więc przegrywa.

Entuzjazm umiera po cichu

Widziałem to setki razy. Lub gorzej – właśnie nie widziałem na czas, przekonywałem się o tym, gdy było już za późno. W każdym roku, gdy ambitne plany i spotkania utykały gdzieś w marcu, a w kwietniu znów goniliśmy bieżączkę. Zwykle wygląda to podobnie. Na początku ktoś się zajara, słucha uważnie, chce działać. Widzisz szczery entuzjazm. Serio.

A potem:

  • trafia na ścianę
  • widzi, że jest sam
  • słyszy w kuluarach, że „to bez sensu”

Pojawiają się sabotażyści. Defetyści. Ludzie, którzy wolą nic nie robić i skutecznie zniechęcają innych, bo dzięki temu też są czyści. A w najgorszym wypadku zaangażowani zaczynają być stygmatyzowani:

„Pupil szefa”
„Za bardzo się wychyla”
„Po co się tak stara”

Jest takie powiedzenie:

„najgorzej to się ujawnić”

I niestety – ono w wielu firmach wciąż jest prawdziwe, bo…

Jak jesteś dobry… to masz gorzej

To też widziałem. Pracujesz dobrze? Świetnie, dostaniesz więcej roboty. Bo wiesz, Tobie ufam, bo Ty zrobisz lepiej, bo to ważne i przecież nie dam Stefanowi, bo to zawali…

Bez podwyżki. Bez wsparcia innego niż uśmiech prezesa. A Stefan siedzi obok, robi minimum i się śmieje.

Efekt? 2–3 osoby ciągną rozwój. Reszta patrzy.

I w pewnym momencie nawet te 2–3 osoby odpuszczają.

A Ty?

Powiedz szczerze. Kiedy ostatni raz miałeś 4 godziny spokoju, żeby pomyśleć o rozwoju firmy?

Nie o:

  • fakturach
  • klientach
  • zamówieniach

Tylko o tym, gdzie ta firma ma być za pół roku.

Bo rzeczywistość przedsiębiorcy często wygląda tak, że tu gasisz pożar, tam gasisz pożar, tu klient się czepia i trzeba odpowiedzieć, podjąć decyzję, wziąć odpowiedzialność.

I finalnie:

papier toaletowy w firmie jest pilniejszy niż rozwój.

Brzmi śmiesznie? To jest codzienność.

To nie jest Twoja wina

To nie jest tak, że to lenistwo, brak pomysłów czy chęci do rozwoju. To nie problem ambicji, lecz brak czasu, struktury i systemu. To często niemożność dostrzeżenia drobnych sygnałów, które dzieją się z dala od Ciebie, w kuluarach firmy, gdzie dobre chęci dobijane są przez niechęć do wyjścia ze strefy komfortu i siłę przyzwyczajeń. To tam rozwój ginie najczęściej.

Powiązane posty

Wygodny system rezerwacji w Growwin pozwoli Ci umwi si na darmow konsultacj biznesow
Umów się na rozmowę ze mną

Najnowsze wpisy

Galeria zdjęć

Transformacja Muspel Test2
Transformacja Muspel Test
Transformacja Muspel
Transformacja Muspel 2
Kuchnia Pani Krysi
Kuchnia Pani Krysi
Muspel Mateusz Nowak - logotyp